sobota, 9 sierpnia 2014

Miesiąc siódmy

Przedwczoraj Kajetan skończył 7 miesiąc. Tego samego dnia obchodził swoje pierwsze imieniny. Prawie cały dzień spędziliśmy w zoo. Kajtusiowi najbardziej podobały się słonie. Miał też okazję pooglądać wiszącą na linie i skaczącą po drzewach, linach i ściankach wspinaczkowych mamę (i babcię), bo Piotr w ramach niespodzianki kupił nam wejściówki do parku linowego. Kajetan nie był naszym widokiem w ogóle zdziwiony. Matka na drzewie, to widać normalne:)


Największy sukces:
Wspólny wyjazd na szkolenie. Kajetan był pod opieką dziadków i cały tydzień był bardzo dzielny. Podróże też zniósł wspaniale, pomimo tego, że z powrotem jechaliśmy ok. 7 godzin.
Kaj jest w okresie lęku separacyjnego. Bałam się tego bardzo, więc gdy tylko zaczął wchodzić w ten okres, zwiększyliśmy częstotliwość spotkań z ludźmi i zostawiania Kajtka pod opieką innych. Pojawiła się niania, przyjeżdżają babcie i dziadek. Strategia, póki co, jest skuteczna. Kaj dobrze się czuje, bawiąc się z innymi. Na wszelki wypadek ja zawsze jestem w pobliżu:)

Największe rozczarowanie:
Sen, usypianie, drzemki. Kaj odłożony do spania, chodzi minimum przez godzinę, zanim zaśnie. Pośpi 20 minut i słyszymy płacz. Przychodzimy, a Kajetan znowu raczkuje... i tak w kółko. Jak ja marzę o przespanej nocy, albo przynajmniej takiej, w której obudziłabym się tylko raz i zasnęła dalej...

Wyzwania, cele, plany:
Kolejne podróże wakacyjno-szkoleniowe. Pracujemy też nad nauką raczkowania do przodu. Kajko potrafi raczkować do tyłu. Do przodu nie. Uczymy się, ale Kaj zamiast ruszyć w przód, próbuje wstawać w pionie. Chyba nie ma ochoty na raczkowanie. Myśli tylko o tym, jak stanąć na stopach i pobiec. Szuka każdej okazji, aby zejść tyłem z kanapy i iść. Jest dla niego oczywiste, że go złapiemy pod paszki i z nim pójdziemy. Kiedy tego nie robię i pozwalam mu delikatnie upaść na podłogę, płacze.


read more

niedziela, 13 lipca 2014

Niemowlak na basenie - vol.1: kiedy, z kim, dlaczego?

Temat długi, podzielę go na kilka postów.
Długo zastanawiałam się, kiedy zacząć chodzić z Kajtkiem na basen. Czy 3 miesiące to nie za szybko? Przecież jeszcze dobrze główki nie trzyma, cały czas ulewa, często płacze, szybko się męczy i nudzi.
Dzisiaj, po 3 miesiącach chodzenia na basen, wiem, że dobrze zrobiliśmy, wybierając się na basen już w 4 miesiącu życia.
Kajetan nie może się doczekać i na widok basenu aż się trzęsie. Po wejściu do wody natychmiast układa się na brzuch i macha nóżkami. Podtrzymuję go za paszki lub kładę jego rączki na desce i tak sobie płyniemy:)

Dlaczego warto iść z niemowlakiem na basen jak najwcześniej?
  1. Rozwój, rozwój, rozwój - woda rozwija, a dziecko staje się sprawniejsze. Kaj z małego leniuszka stał się mega aktywnym dzieckiem, ledwo skończył 6 miesięcy i zaczął raczkować. Chwili nie usiedzi spokojnie.
  2. Zabawa, zabawa, zabawa - wielka woda to super zabawa dla dziecka i dla rodziców. Uśmiechom nie ma końca.
  3. Kontakty, kontakty, kontakty - jeśli wybierzemy szkołę pływania dla niemowląt, nasz bobas będzie miał często kontakt z wieloma rówieśnikami, co przysporzy mu z pewnością mnóstwo radości. Wspólne zabawy i podpatrywanie rówieśników są chyba tak samo ekscytujące jak zabawy w wodzie.

Lepiej samemu, czy w szkółce pływania?
Myślę, że idąc z bardzo małym dzieckiem na basen, większość rodziców czuje się niepewnie. Sama pamiętam, jakie miałam obawy. Jak sobie poradzę z dzieckiem w szatni, pod prysznicem, jak wejdziemy razem do basenu itp. A już na pewno w głowie mi się nie mieściło, żeby takiego maluszka całkiem zanurzyć pod wodą. Jeśli więc mamy obawy, wybierzmy szkołę dla niemowląt. Choćby dlatego, że będą tam też inni rodzice, którzy mogą nam pomóc. Instruktor pomoże przy wejściu/wyjściu z basenu i przede wszystkim zorganizuje nam czas tak, aby łagodnie zapoznać dzieci z wodą. Podpowie też, jak trzymać bezpiecznie dziecko (także wtedy, gdy jeszcze nie trzyma dobrze główki).
Jeśli zajęcia będą trwały dla naszego malucha zbyt długo, zawsze można wcześniej wyjść. Ja mam zasadę, że nie zmuszam Kajtka do ćwiczeń, na które reaguje płaczem, a jeśli jest zmęczony i płacze dłużej niż minutę, kończymy zajęcia wcześniej (co zdarzyło nam się raz lub dwa, gdy Kajtek nie wyspał się porządnie przed basenem).
Jeśli zaś idziemy ze starszym dzieckiem, myślę, że można zrezygnować ze szkoły pływania. Szkoła nie będzie konieczna, jeśli sami czujemy się jak ryba w wodzie i mamy głowę pełną pomysłów na zabawy z maluchem.
Sama zastanawiam się teraz nad rezygnacją ze szkółki, gdyż Kaj chce cały czas pływać (tzn. machać nogami na brzuchu na wodzie i pod wodą) i niezbyt podobają mu się już jakiekolwiek inne ćwiczenia, które narzuca instruktor. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z tego, że te ćwiczenia mogą być przydatne, a upodobania Kajetana przejściowe.

Kiedy zacząć?
My zaczęliśmy po ukończeniu 3 miesiąca i uważam, że to był dobry czas. Na pewno po raz pierwszy warto wybrać się na basen przed ukończeniem 6 miesiąca życia (ale po ukończeniu 2 miesiąca). Jest szansa, że dziecko pamięta jeszcze wtedy życie wodne w brzuszku. Jesteśmy w grupie 3-12 miesięcy i widzę, że im starsze dziecko, tym więcej niechęci i płaczu podczas zabawy w wodzie oraz totalnego ryku podczas zanurzeń. W grupie nie ma starszego dziecka, które z radością zejdzie pod wodę. Maluchy 3-4-miesięczne zwykle dość dobrze znoszą zanurzenia, choć to też oczywiście sprawa indywidualna. Kajetan uwielbia schodzić pod wodę i nigdy się tego nie bał.

Jak się przygotować i co ze sobą zabrać, aby wyjście na basem było przyjemnością, a nie stresem dla całej rodziny? O tym w następnym poście... :)
read more

sobota, 12 lipca 2014

Jak być coachem dla: niemowlaka (4-6 miesięcy)? Stwórz warunki do rozwoju.

Zasady coachingowe, które opisałam tutaj (dotyczące dzieci do 3 miesiąca życia) są użyteczne nadal. Coś się jednak zmienia. Po 3 miesiącu nasz niemowlak zaczyna aktywnie poznawać świat. Czeka go trochę frustracji, bo chciałby wiele, ale jego ciało jeszcze mu na to nie pozwala.
Rodzice w tym okresie mogą skupić się na stworzeniu dziecku optymalnych warunków do rozwoju, co doda mu odwagi do eksperymentowania i zbuduje podwaliny dalszych postępów. Rolą rodzica-coacha jest także wsparcie i pomoc w chwilach frustracji. W coachingu rodzicielskim możemy też pomóc dziecku wykorzystać zasadę robienia czegoś inaczej lub robienia czegoś innego, gdy dotychczasowe starania nie przynoszą spodziewanych efektów.

1. Warunki do rozwoju.
Człowiek najlepiej rozwija się wtedy, gdy jest wypoczęty i jest w dobrym nastroju. Warto pomóc dziecku osiągnąć takie warunki. Bez względu na to, czy obowiązuje u nas codzienna rutyna, czy też nasze dziecko każdy dzień przeżywa w inny sposób, zadbajmy o to, aby mogło wypocząć w przyjemnej atmosferze. Odpowiednia ilość snu (odpowiednia dla danego dziecka, a nie zgodna z podręcznikiem) zadecyduje o tym, czy nasz maluch będzie miał ochotę podjąć nowe wyzwania, czy też będzie rozdrażniony z powodu nie wyspania lub w złym humorze z powodu nadmiernego przywiązania rodziców do książkowych ilości snu (jeśli malec nie potrzebuje aż takiej ilości, a rodzice spędzają godziny na jego usypianiu).
Rolą rodzica-coacha jest także zadbanie o dobry nastrój dziecka. Niemowlak odbiera nasze nastroje. Jeśli jesteśmy w złym humorze, nie oczekujmy, że dziecko będzie kipiało radością. Miła, rodzinna, spokojna atmosfera jest bazą do zdobywania nowych umiejętności przez dziecko.


2. Z drugiej strony mamy wiele emocji naszego niemowlaka, wśród których nie brakuje frustracji. Dziecko chce coś zrobić, ale jego ciało lub emocje mu na to nie pozwalają. Chce dostać się do zabawki, ale nie potrafi. Chce usnąć, ale nie może. W podręcznikach o rozwoju i wychowaniu dzieci znajdziemy zwykle poradę, aby w takim przypadku pozwolić dzieciom radzić sobie samemu z frustracją. Zostawić je, aby same nauczyły się uspokajać i radzić sobie z emocjami. Ja mam trochę inne zdanie i uważam, że jeśli możemy pomóc dziecku radzić sobie z frustracją, to powinniśmy to zrobić. Jeśli możemy zaoszczędzić mu chwil, w których dominują negatywne emocje, zróbmy to. Powtórzmy, stan prorozwojowy jest związany z dobrym nastrojem. Nie musimy obawiać się, że nasze dziecko nie będzie umiało później poradzić sobie ze sobą. Przecież i tak, nawet jeśli będziemy się bardzo starać, nie uda nam się uchronić dziecka przed wszystkimi negatywnymi emocjami. To, co będzie ono przeżywało w samotności, bo my nie damy rady mu pomóc, w zupełności wystarczy do ćwiczenia samodzielnego radzenia sobie.

3. Dziecko stara się uczyć nowych umiejętności. Ma w sobie naturalny pęd do rozwoju. Nie musimy nic robić, aby zdobywało kolejne szczyty swoich możliwości. Możemy po prostu tylko nie przeszkadzać. Możemy też delikatnie zadziałać. Jeśli widzimy, że dziecko ma wyraźną trudność ze zrobieniem czegoś, możemy pomóc mu wykorzystać dwie proste i skuteczne zasady coachingowe. Zrobić coś inaczej lub zrobić coś innego. Jeśli coś robimy, ale efekty nie są dla nas zadowalające, to znaczy, że powinniśmy przestać. Nie przestać robić to w ogóle, ale przestać tak to robić. Bo jeśli coś nie idzie, powtarzanie przepisu, który do niczego nie prowadzi jest bez sensu. Pora zrobić coś inaczej. Można też zrobić coś całkiem innego, co doprowadzi nas do oczekiwanego celu. Jak wykorzystać te zasady w relacji z niemowlakiem? Np. dużo dzieci ma problem z leżeniem na brzuchu, bo tego nie lubią. Pomóżmy im zrobić to inaczej. Niech leżą na nas, niech leżą na poduszce, nie kładźmy ich na podłogę, jeśli to sprawia, że reakcją jest tylko płacz.  Płacz to nie rozwój, a przecież o rozwój nam chodzi. Inna sytuacja dotyczy starszych niemowlaków. Dzieci chcą iść, ale nie potrafią. Kładziemy je na podłogę i krzyczą. Zróbmy coś innego, zróbmy to inaczej. Rozłóżmy grube maty, koce, dywany. Zdejmijmy niewygodne ubranko. Dołączmy do zabawy. Przebywajmy na podłodze wspólnie, całą rodziną. W takich warunkach maluch chętnie zacznie pełzać, a następnie raczkować (o ile będzie w ogóle dzieckiem raczkującym i nie stanie od razu w pionie:). Kolejna sytuacja: codzienna rutyna. Wielu rodziców uważa, że dzień niezgodny z rutyną, to zły dzień. Spędzają godziny na nakłanianiu dzieci do snu, czy jedzenia o określonych porach. Przecież poradniki tak zalecają "trenować" dzieci. Rutyna może i jest pożądana w życiu dziecka, ale bez przesady. Ceną nie może być zmęczenie całej rodziny. Jeśli maluch wyraźnie nie ma ochoty na sen (albo zasypia tuż przed kąpielą), zrezygnujmy z rutynowej drzemki (albo z codziennej kąpieli) i tego jednego dnia zróbmy coś innego. Szczęśliwość rodziny wzrośnie:)

read more

środa, 9 lipca 2014

Miesiąc szósty

Jak to cudownie, że czas szybko płynie i w tak krótkim okresie po porodzie mogę cieszyć się już tak fajną i rozumną dzidzią:)
Jest wspaniale. Mamy razem tyle do zrobienia, że na wszystko inne brakuje już czasu. I do tego mamy świetną pogodę. Chodzimy na spacery, jeździmy na wycieczki, chodzimy na basen.

7 lipca Kajetan skończył szósty miesiąc. Pół roku, dwa najcudowniejsze kwartały mojego życia.


Największy sukces:
Zdecydowanie największym sukcesem była w tym miesiącu pierwsza długa podróż. Odwiedziliśmy moją rodzinę, więc w jedną stronę mieliśmy do pokonania ok. 400 km. Kajetan dzielnie zniósł jazdę, a później pokazał nam, że potrafi świetnie odnaleźć się w nowych, nawet niezbyt sprzyjających warunkach.

Największe rozczarowanie:
No cóż, radość miesza się z rozczarowaniem. Kajko stwierdził, że wózkiem jednak jeździć nie będzie. Wszystko jedno, czy jest to wózek głęboki, czy spacerówka, wszystko jedno jaki. Jest krzyk i tyle. Wróciliśmy do chusty i nosideł. Mamy nowe nosidełko biodrowe. Jest ciężko, bo jest gorąco, a tu jeszcze tyle warstw, gorące ciało Kajtka i ten ciężar. Ale jest też cudownie, bo jednak noszenie ma w sobie magię. Tęskniłam za tym, tak jak tęsknię za wspólnym spaniem.

Wyzwania, cele, plany:
Dalszy ciąg podróży wakacyjnych. Będzie sporo jazdy. Będą też nianie i opiekunki, babcie i dziadek. Powierzenie opieki na Kajtkiem innym osobom jest dla nas wielkim wyzwaniem, zwłaszcza jeśli nie będzie to babcia, tylko niania. Z jednej strony mamy opór Kajko, który właśnie wchodzi w okres lęku separacyjnego, a z drugiej strony są moje obawy, bo przecież kto zajmie się moim synem tak dobrze jak ja?


read more

sobota, 14 czerwca 2014

Miesiąc piąty

Tydzień temu Kajetan skończył pięć miesięcy.

Krótkie podsumowanie:
Jest wspaniale. Kajtek codziennie zaskakuje nas czymś nowym.
Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu, brakuje go nawet na blogi. Pogoda sprzyja, więc wychodzimy często na spacery, na plażę itp.
Jesteśmy teraz dość zapracowani, mamy gorący czas coachingowy. Opiekunki nie mamy nadal, więc na zmianę zajmujemy się naszym Szczęściem.


Największy sukces:
Znowu sukcesów jest cała masa. Kajetan polubił wreszcie wózek, choć jeszcze parę tygodni temu woziłam w wózku nosidło i używaliśmy zamiennie tych środków transportu. Na basenie Kaj uwielbia "nurkować". Nawiązuje też kontakt z innymi dziećmi. Gaworzy, nadal mówi sporo "nie", do tego dołączyło też "hej", czyli nasze powitanie:) Kajko pełza po podłodze, włazi pod szafki. Bawi się sam zabawkami. Gryzie swoje stopy.

Największe rozczarowanie:
Mleko. Kajetan odmówił picia mleka. Mamy 5-miesięczne niemowlę, które na chwilę obecną nie pije mleka, ani żadnych mieszanek mlekozastępczych. Trochę nam to utrudnia życie. Ciężko będzie też podczas wakacyjnych wyjazdów. Lekarze twierdzą, że jest mądry, bo niby kto chciałby się odżywiać mlekiem? I zalecają zupki, obiadki, zupki, obiadki itd... My przemyciliśmy jeszcze Sinlac (Kaj zje go tylko, jeśli dodamy świeżych malin) i trochę owoców.

Wyzwania, cele, plany:
Podróże. Zbliżają się wakacje. Będą dla nas wyjątkowe, nie tylko z tego powodu, że to pierwsze wakacje z Kajetanem. Będziemy mieć sporo podróży "edukacyjnych", wybieramy się z Piotrem na kurs ICC. Kajetan jedzie oczywiście z nami. Jedzie albo leci - decyzja jeszcze nie zapadła.
A już w przyszłym tygodniu jedziemy odwiedzić naszą rodzinę. To pierwsza tak długa podróż Kajetana.


read more

poniedziałek, 19 maja 2014

Rok wcześniej...

W tamtym roku o tej porze po raz pierwszy pomyślałam, że mogę być w ciąży. W weekend 18-19 maja 2013 roku byliśmy w Warszawie. W sobotę siedzieliśmy na łóżkach w hotelu Marriott i poczułam się tak dziwnie, tak ciężko. Chwilę później, jedząc kebab i pijąc piwo, poczułam bardzo wyraziste smaki. To samo piwo nigdy wcześniej tak nie smakowało. Gdybym wówczas sądziła, że jest jakakolwiek szansa na to, że jestem w ciąży, oczywiście bym tego piwa nie piła. Szansy jednak raczej nie było.
W niedzielę zjadłam największe śniadanie w swoim życiu. Zaczęłam od tego, co zwykle - chyba z przyzwyczajenia zjadłam jajecznicę i kanapkę. Na tym nie skończyłam - pochłonęłam gofry z bitą śmietaną i wiśniami, a wszystko popiłam koktajlem mleczno-truskawkowym. To było nie w moim stylu. Nie lubię mleka ani słodyczy.
Po śniadaniu pobiegliśmy na uczelnię. Czułam się tak ciężko. Nic dziwnego, w życiu rano tyle nie zjadłam.
Na zajęciach spojrzałam na swój wielki (po obfitym śniadaniu) brzuch i pomyślałam: może będziemy mieli dziecko? Szybko dodałam jednak: nie, to niemożliwe. Zrobiło mi się smutno i postanowiłam, że obgadam z Piotrem sprawę posiadania potomstwa - adopcja, in vitro... Po chwili uczyniłam z tego temat debaty całej grupy:)

W poniedziałek 20 maja nie wytrzymałam i pobiegłam do galerii handlowej. Powód miałam ważny - kupić kapustę kiszoną na surówkę i pastę do zębów. W Rossmannie kupiłam też test ciążowy.
Wracając do domu złapała mnie burza i ulewa. Szłam całkiem zmoczona i z nieznanych mi powodów byłam totalnie szczęśliwa. Wiosna, deszcz, burza - co za szczęście...
W domu pobiegłam do łazienki, zrobiłam test i nie mogłam uwierzyć - dwie kreski!!!!!!!!:))))))))) Czyżby cud?
Wyszłam z łazienki, chciałam powiedzieć Piotrowi, ale Piotr poprosił, abym przytrzymała mu naszą wielką i ciężką drukarkę. Oczywiście odmówiłam - w końcu jestem w ciąży i nosić ciężkich rzeczy nie mogę:)
Zabrałam się za obiad - pstrągi pieczone, ziemniaki pieczone, surówka z kiszonej kapusty. Mniam. Piotr wyjął z lodówki zimnie piwko.

Wtedy powiedziałam: chyba nie powinnam pić tego piwa, bo może jestem w ciąży.

Po obiedzie szybko wyszukałam polecanych ginekologów do prowadzenia ciąży. Piotr zadzwonił. Widziałam z jaką radością i nadzieją mówi, że być może będziemy mieli dziecko i chcemy to potwierdzić. Niesamowite, pomyślałam, nigdy nie sądziłam, że Piotr będzie się tak cieszyć na wiadomość o ciąży.

Kolejnego dnia, 21 maja 2013 ok. godz. 11-12, dowiedziałam się od lekarza, że za wcześnie przyszłam, bo takich ciąż jeszcze na usg nie widać, ale żebym nie była rozczarowana wizytą, to zrobimy usg. A jednak! Było widać! Kilka milimetrów pięciotygodniowej ciąży!

Po wyjściu wsiadłam do auta i napisałam do Piotra SMS: gratuluję, jest ziarenko.
Tak się umówiliśmy. Piotr prowadził tego dnia szkolenie, więc nie mógłby odebrać telefonu.
Już jadąc do Sopotu na wizytę u ginekologa, obmyśliłam treść SMSów w dwóch przypadkach - jeśli ciąża się potwierdzi lub jeśli się nie potwierdzi.

Dalej nic nie pamiętam. Nie mam pojęcia, co wydarzyło się, gdy ruszyłam w drogę powrotną. Nie wiem, jak dalej wyglądał ten dzień. Byłam w totalnym szoku, straciłam chwilowo pamięć:)

Jeśli ktoś przeczytał to wszystko, to przepraszam, że musiał czytać tyle mało ciekawych szczegółów. Chciałam to wszystko zapisać, aby nie zapomnieć.

Gdyby ktoś wtedy powiedział mi, że za rok będę miała tak wspaniałego syna, nie uwierzyłabym.



read more

piątek, 9 maja 2014

Jak być coachem dla: noworodka i niemowlaka (1-3 miesiące)? Po prostu bądź.

Z wielką przyjemnością zaczynam nową serię "Jak być coachem dla...". Zmierzę się w niej z połączeniem coachingu z rodzicielstwem. W końcu po to powstał ten blog:) Chciałabym, aby każdy post z tej serii dotyczył jednego okresu w życiu dziecka i roli rodzica-coacha w tym czasie. Jak będzie, zobaczymy. A teraz zaczynamy...

Na wstępie chcę napisać, że coachem-rodzicem warto zacząć być jeszcze przed pojawieniem się naszego dziecka na świecie. Okres ciąży można potraktować jak sesję kontraktową, na której coach nawiązuje pierwszą relację z coachee, zapoznają się, ustalają cele wspólnej pracy. W rodzicielstwie to czas, aby zastanowić się, jak chcemy sobie poukładać wzajemne relacje z dzieckiem, to czas na zapoznanie się i nawiązanie więzi. To także idealny okres, aby pozbyć się własnych demonów przeszłości, czyli wzorców rodzicielstwa, które w sobie nosimy (bo np. przekazali nam je nasi rodzice), a których nie chcemy kontynuować. Ciąża jest także doskonałym momentem na pracę nad sobą, otwarciem umysłu na nowe idee, zerwaniem z ograniczającymi przekonaniami.
Jedno jest pewne - aby być coachem dla swojego dziecka, sami musimy być wolni, nie ograniczeni schematami, wdrukami, przekonaniami. Czas ciąży jest więc czasem na coaching rodziców.

A jak być coachem dla noworodka i niemowlaka, który nie ukończył jeszcze trzech miesięcy? Początek rodzicielstwa to idealny czas na ćwiczenie pierwszej i najważniejszej umiejętności coachingowej: podążania za drugą osobą, towarzyszenia jej. Kaj do ukończenia trzeciego miesiąca życia był dla mnie zagadką. Dopiero uczyłam się komunikowania z nim. Godziłam się na to, aby to mój syn prowadził mnie przez swój świat. Ja postanowiłam odłożyć pokazywanie mu mojego świata na drugi kwartał jego życia. Kwartał pierwszy przeznaczyłam na towarzyszenie Kajetanowi. To on decydował, dokąd mnie zabierze i co mi pokaże. Pozwolić iść drugiej osobie w jej tylko znanym kierunku - to bardzo ważna umiejętność coachingowa. Bez umiejętności podążania (z jednoczesnym wycofaniem własnej mapy), nie ma coachingu.
Właśnie... mapa - pojęcie, z którym po raz pierwszy spotkałam się u Macieja Bennewicza. Każdy ma swoją mapę (czyli wizję świata, to co o nim myśli, co widzi, jak go odbiera itd.), ale żadna mapa nie jest terenem (czyli niczyja wizja i niczyje myśli nie są obiektywną prawdą o rzeczywistości). Każdy ma inną mapę. Aby coaching był możliwy, coach musi wycofać własną mapę i zacząć podążać ścieżkami, przez które poprowadzi go coachee (coachee, czyli osoba coachowana prowadzi nas ściezkami po swojej mapie oczywiście).



Macierzyństwo sprawiło, że trening wycofywania własnej mapy był moją codziennością. Starałam się widzieć punkt widzenia Kajetana i nic innego mnie nie interesowało. Było to trudne doświadczenie, bo Kajtek ciągle płakał. Postanowiłam zrozumieć istotę tego płaczu i zaakceptować ekspresyjność mojego syna. Wraz ze zrozumieniem i akceptacją, Kajetan uspokoił się:)

I tutaj przyszła kolej na następną umiejętność coachingową, którą rodzice ćwiczą w pierwszych miesiącach życia dziecka: zaufanie. Coach musi zaufać coachee. Ufam w to, że moje dziecko ma potencjał do tego, aby być zaradnym, silnym i kreatywnym człowiekiem. Wiem, że potrafi wybierać to, co dla niego jest dobre.

Z zaufaniem miałam największy problem. Bo jak zaufać tygodniowemu noworodkowi, który nie chce pić mojego mleka? A jednak! Okazało się, że ma na nie alergię! Zaufanie do dzieci próbują zburzyć wszyscy doradcy, lekarze itp. Dziecko cały czas jest oceniane, ma wpisywać się w schematy, o czym już pisałam. Trudno w takich warunkach o atmosferę zaufania, ale jednak jest to możliwe. Nam się udało.

Kolejną umiejętnością coachingową, którą rodzice ćwiczą w pierwszym kwartale życia dziecka, jest partnerstwo, czyli porozumienie i współpraca. Możemy nakazać noworodkowi wiele rzeczy, ale on i tak tego nie wykona:) Jeśli zrozumiemy jego motywy i zaczniemy z nim współpracować, możemy osiągnąć naprawdę dużo.

W partnerstwie z Kajetanem szybko wróciliśmy do normalnego życia. Możemy pracować, robić to, co lubimy. Jesteśmy sami - nie mamy opiekunki, ani rodziny do pomocy. Wiemy, jak ważne jest wzajemne poszanowanie swoich potrzeb i współpraca. To przydaje się nie tylko w coachingu!

Od dr. Smółki dowiedziałam się kiedyś, że coach jest jak ogrodnik, który dbając o roślinkę, stwarza jej grunt do rozwoju, pozwala jej kwitnąć. W pierwszych trzech miesiącach życia dziecka, rodzice tworzą właśnie taki grunt. W kolejnych miesiącach nasza najdroższa roślinka nabierze niesamowitego tempa rozwoju i pięknie zakwitnie:)
read more
Obsługiwane przez usługę Blogger.